W trzech poprzednich numerach gazety ukazał się obszerny, oparty na badaniach naukowych artykuł profesora Nowaka o Czerniowcach – mieście przyciągającym turystów.
Niemal w tym samym czasie wydawnictwo Bukrek opublikowało książkę czerniowieckiego pisarza Walentyna Tkacza „Czerniowce to tekst”. Redakcja uważa, że filozoficzno-nostalgiczne opowiadania autora mogłyby zostać uzupełnione naukowymi postulatami profesora. Przeczytajmy...
Wrażenia
Po raz pierwszy usłyszałem o tym pisarzu od mojego brata Wiktora, który około 15 lat temu kupił mi książkę Walentyna Tkacza „Naśladownictwo” i poradził mi, żebym ją jak najszybciej przeczytała, rzekomo jeśli chcę zapoznać się ze współczesną literaturą filozoficzną.
Później wydawca Daryna Tuz-Maksymeć rozmawiała ze mną o tym autorze, zauważając: „Nie jesteś Czerniowczanką pierwszego pokolenia, więc zrozumiesz ten Tekst”…
A więc o książce „Czerniowce to Tekst”.
Rzec, że ona mnie urzekła, to mało powiedziane. Chętnie podróżowałem z autorem, a raczej podążałem jego śladami, przemierzając ulubione uliczki, zaułki i zakątki mojego rodzinnego miasta, przypominając sobie coś własnego, co wiązało się z tymi miejscami, zaglądaliśmy razem na czerniowieckie dziedzińce z zasłonami w drzwiach, które kusiły zapachem pieczonych bakłażanów, a także, dodałabym, pieczonej papryki.
Wygląda na to, że pan Walentyn nie „zbiera” celowo swoich opowiadań po mieście, to spieszy się po jabłka, potem po mleko i jakby mimowolnie zauważa dary miasta, które urzekają go swoimi tajemnicami i mitami, wiosennym optymizmem i duchami starej Świątyni...
Cóż warta jest geografia pubów tego miasta, w których autor próbował zerwać z piciem, ale mu się to nie udało, bo tam, w pubie „pod sową”, toczyły się takie (!) rozmowy i takie dyskusje...
Te odcinki przypomniały mi skargę pewnego mieszkańca Czerniowiec, który obecnie mieszka w Nowym Jorku. Twierdzi on, że pomimo wszystkich uroków amerykańskiego życia, nie ma tam z kim napić się drinka, a nawet jeśli jest z kim, to nie ma o czym z nim rozmawiać, bo nie jest z Czerniowiec...
Mieszkańcy Czerniowiec to naród wyjątkowy. Kiedyś mój przyjaciel z Izraela napisał do mnie (kiedy jeszcze pisaliśmy listy – w czasach przed Skypem i WhatsAppem), że w Ziemi Świętej krąży taki popularny dowcip:
– Skąd jesteś?
– Z miasta A.
- Gdzie to jest?
- To są Czerniowce.
- A…
Dlatego cytat Tkacza jest dla mnie bardzo jasny: Czerniowce to tekst. Wiele jego opowiadań powstało już w innych miastach i krajach. Ale bez względu na to, jak nieoczekiwane mogą być ich fabuły, wielka litera tych opowiadań zawsze będzie pisana w Czerniowcach.
Pozwolę sobie powiedzieć, że ta wielka litera to A.
„A pamiętasz?”
Autor wspomina Park Szewczenki, obecnie Park Fedkowycza, z jego „koronką ścieżek”, po której wszyscy kiedyś spacerowaliśmy, gdzie spacerowałem z śp. poety Moisejem Fiszbeinem, który pisał o jaśminie świecącym w słoiku, i pamiętałem, że był on niemal jedynym Żydem z Czerniowiec, który ukończył filologię ukraińską, a „jego wiersze były jak łzy”...
A wujek Dezio ze swoim przekonaniem: Wszystko, co ludzie wymyślili, poza poezją, jest puste.
A cukiernia na rogu Ruskiej i Ukrainki…
A rzeka Nazarija w Wyżnicy…
Parafrazując autora, który uważa, że znaczeniem nie jest baśń, ale podróż do baśni, powiedziałabym, że najważniejsze nie są Czerniowce – chodzi o tekst, ale o to, że dzięki niemu można rozpoznać lub przypomnieć sobie Czerniowce z czasów naszej młodości. A nawet młodości moich rodziców i babci…
Powiedzmy Sadagóra, moja mała ojczyzna, która, według autora, jest babcią Czerniowiec. Po przeczytaniu „О, Sadagóra, wie hab ich dich so lieb!„ (Och, Sadagóra, jakże cię kocham!) – jakbym usłyszała głos mojej babci, po czym Tkacz trafnie kontynuuje: …ale to wszystko trzyma się kupy jak gwóźdź wbity w Czerniowce.
Tym gwoździem są nasze wspomnienia – zarówno autora, jak i moje, a raczej te, które Tkach we mnie zainspirował: słodycz przeszłości z nutą goryczy straty.
Spacerując po mieście lub spiesząc się gdzieś w interesach, pisarz spotyka na różnych ulicach swoich i moich znajomych – śp. Wasyla Babucha, obecnego Bohdana Onufryka, Jurija Czorneja, Serhija Proskurnię, Borysa Szabaszkiewicza, Bronisława Tutelmana. Nawiasem mówiąc, spotkałem też tego Bumu (Tutelmana) niedawno na ulicy Kobylańskiej. Długo rozmawialiśmy o „Czerniowce to tekst” i zgodziliśmy się, że ta książka jest jak łyk magicznego wina z kieliszka życia, bo opowiada o Jego i naszym mieście.
O westchnieniach i marzeniach z Facebooka, o tym, że tekst o Czerniowcach zawsze będzie otwarty dla wszystkich i zawsze będzie niekompletny, bo Czerniowiec nie da się wytłumaczyć. W Czerniowcach trzeba po prostu uwierzyć...
A także, wspominając wujka Dezy'ego: nadrzędnym sensem życia jest obecność, dzięki Bogu, że tak niezwykły i utalentowany pisarz, głęboki filozof Walentyn Tkacz jest obecny w naszym mieście, a my, jego czytelnicy, wciąż tu jesteśmy i cieszymy się jego tekstem.
Antonina TARASOWA.

